Nasz rodak Boryna. O Mieczysławie Frenklu.

powrót

W jednej z głównych alei Cmentarza Powązkowskiego odnaleźć można okazały grobowiec aktora Mieczysława Frenkla. Dziś nazwisko to wielu osobom nic nie będzie mówić, jednak za życia Frenkiel cieszył się sławą niewyobrażalną. O znajomość z nim zabiegali najwięksi ludzie tamtej epoki: Sienkiewicz, Reymont, Prus. Urodził się pod Sandomierzem i strony te na zawsze pozostały mu bardzo bliskie.


Mieczysław Frenkiel

Mieczysław Frenkiel (fot. Wikipedia)

Debiut


Wiadomości o dzieciństwie Mieczysława Frenkla są skąpe. Wiemy, że urodził się w Byszowie, niedaleko Klimontowa 15 lipca 1858 roku. W napisanym przez jego syna, Tadeusza (również artystę teatralnego i filmowego) szkicu wspomnieniowym, znaleźć można dodatkowo informację, o tym, że rodzina Frenklów dzierżawiła majątek w podopatowskich Bidzinach. Dochody z tego tytułu musiały być skromne, skoro zaraz po ukończeniu szkoły średniej w Sandomierzu, niespełna siedemnastoletni Mieczysław wstąpił na praktykę aptekarską do niejakiego Rakowskiego w Zawichoście. Zarobione pieniądze odkładał na studia w Uniwersytecie Warszawskim.

Już wówczas fascynował go teatr. Wraz z grupą przyjaciół wystawił 8 lipca 1877 roku komedię Korzeniowskiego „Pierwej mama”, z której dochód przeznaczony został „na rzecz dzwonu” w zawichojskim kościele parafialnym.

Kilka miesięcy po tym wydarzeniu Mieczysław Frenkiel wylądował w stolicy. Zapisał się na farmację, ale jednocześnie rozpoczął również naukę w słynnej szkole dramatycznej Derynga.

Jego debiut na warszawskiej scenie wypadł rewelacyjnie, lecz poprzedzony był wydarzeniem na poły komicznym i wstrząsającym. Szkoła aktorska urządzała każdego roku popisowe przedstawienia dla stołecznej śmietanki. W sztuce Szujskiego pt. „Dymitr i Maryna” powierzono Frenklowi tytułową rolę męską. Kulminacyjnym punktem przedstawienia jest scena, w której Dymitr przebija się sztyletem. Podobno młody aktor odtwarzał ją tak sugestywnie, że partnerujący mu artyści dosłownie zanosili się od śmiechu, nie mogąc więcej wycedzić ani słowa. Podczas generalnej próby świadkiem takiego „kabaretu” był sam dyrektor Deryng, który w obliczu kompromitacji, jaka nieuchronnie musiała nastąpić w trakcie premiery, rozwścieczony wpadł na scenę, chwycił Dymitra-Frenkla za kołnierz i kazał mu się wynosić z jego teatru.

Zrugany student nie poddał się jednak łatwo. Kwadrans później wpadł do gabinetu dyrektora, rzucił się na kolana i poprosił aby pozwolono mu wykazać się w ulubionej roli - Papkina. Kiedy zaś Deryng najpierw go wyśmiał, a potem kategorycznie odmówił, Frenkiel otworzył okno i zagroził samobójstwem. Podobno przełożony w ostatniej chwili powstrzymał go przed skokiem.

Inscenizację „Zemsty” w szkole dramatycznej Derynga oglądała nie byle jaka widownia. Byli szefowie najważniejszych trup teatralnych, a w pierwszym rzędzie zasiedli m.in. Helena Modrzejewska i Alojzy Żółkowski, uznawany za najwybitniejszego polskiego komika wszechczasów. Po skończonym przedstawieniu miał on powiedzieć do cenionego dramaturga Edwarda Lubowskiego, wskazując na kłaniającego się Papkina: ten tu po mnie przyjdzie.



Triumf na prowincji


Rola w „Zemście” zaowocowała rocznym kontraktem z Teatrem Krakowskim, kierowanym przez Stanisława Koźmiana. Minęło sporo czasu zanim pozwolono się tam Frenklowi wykazać. Pierwszy jego występ w sztuce „Ćwiartka papieru”, polegał na wniesieniu na scenę lampy, podkręceniu knota i cichym wyjściu. Podobne epizody grywał jeszcze kilkakrotnie.

Przełomem okazała się tym razem premiera przedstawienia „Górą nasi”, gdzie Mieczysław odtwarzał rolę Koziatyńskiego. Inscenizacja ta odbiła się głośnym echem nawet w Warszawie, a o kunszcie aktorów z uznaniem pisały najważniejsze stołeczne gazety. Wystąpiła w nim m.in. Stanisława Pysznikówna, późniejsza żona Frenkla, ceniona artystka i muza wielu wybitnych literatów. To dla niej Michał Bałucki napisał swoje najgłośniejsze dzieło „Grube ryby”.

W Krakowie Frenkiel zawarł liczne znajomości ze sławnymi ludźmi, z których wiele przerodziło się później w dozgonną przyjaźń. Tak było np. z Aleksandrem Fredrą, synem autora „Zemsty”, również komediopisarzem, czy też Władysławem Bełzą, autorem popularnego wiersza „Kto ty jesteś? – Polak mały!”

W 1885 roku aktor dostał angaż w teatrze lwowskim im. hr. Skarbka. Debiutował tam rolą Klepackiego w sztuce „Państwo Wickowie” wg Z. Przybylskiego. Z miejsca zyskał uznanie i ogromną sympatię lwowskiej widowni. Pogłębiły ją kolejne występy. Frenkiel marzył jednak o powrocie do Warszawy. Chciał zagrać choćby raz na scenie Teatru Rozmaitości, ramię w ramię z największymi tytanami polskiej sceny.

To marzenie spełniło się w listopadzie 1887 roku. Przedstawienie nosiło tytuł „Rozbitki”, a przybyły świeżo ze Lwowa Mieczysław, kreował postać dorobkiewicza Dzieńdzierzyńskiego. Podobał się bardzo. Kiedy opadła kurtyna, aż dziewięć razy musiał pokazywać się oklaskującej go publiczności. Chwalił go nawet uchodzący za najbardziej surowego ale i szanowanego krytyka teatralnego tamtej epoki Władysław Bogusławski, wnuk Wojciecha. Sukces nie pociągnął jednak za sobą kontraktu w stolicy i Frenkiel na blisko trzy lata musiał wrócić do Lwowa.



Następca


Jesienią 1889 roku zmarł Alojzy Żółkowski. O tym jak wielkim powodzeniem cieszył się wśród warszawiaków ten artysta, świadczy najwymowniej fakt, że po jego śmierci pokaźne grono osób wystosowało petycję do odnośnych władz, aby zamknąć Teatr Rozmaitości, skoro zabrakło jego największej gwiazdy.

Tu jednak miała się spełnić przepowiednia, wypowiedziana niegdyś przez mistrza Alojzego. Nie wiadomo już dzisiaj dokładnie, kto wymyślił aby opuszczone po nim miejsce zajął Mieczysław Frenkiel. Rolą kapitana w „Mężu z grzeczności”, artysta z miejsca zdobył stolicę. W „Kurierze Warszawskim” nazajutrz po premierze pojawiła się wzmianka: Nie jest on dotąd Żółkowskim i nie wiadomo czy kiedykolwiek doścignie wyżyn starego majstra (…) tyle wszakże pewna już dziś, że pan Frenkiel jest obecnie po Żółtowskim najlepszym komikiem polskim.

W 1900 roku na scenie Teatru Rozmaitości wystawiono spektakl „Cyrano de Bergerach”, z Frenklem w roli tytułowej. Uchodzi ona za jedną z najlepszych kreacji artysty. Oglądająca jej premierę Maria Konopnicka, autorka przekładu sztuki, nie usiłowała nawet ukryć swojego wzruszenia. Przejęta do głębi, z pochyloną twarzą, ocierała chusteczką łzy cieknące po policzkach.

Głośnym echem odbił się w Warszawie jubileusz 25 lecia pracy artystycznej Frenkla. Po uroczystej gali w Teatrze Wielkim do mieszkania mistrza nadesłano stosy wieńców i koszów z kwiatami. Niektórzy osobiście przyszli aby złożyć mu gratulacje. Jedna z tych wizyt szczególnie zapadła w pamięć siedmioletniemu wówczas Tadeuszowi Frenklowi: Ktoś zadzwonił bardzo delikatnie i króciutko. Otworzyłem. W progu stał skromnie ubrany pan średniego wzrostu w binoklach, ze szpakowatą bródką. Serce biło mi gwałtownie i nic nie mogłem powiedzieć, poznałem go od razu, bo fotografia pana Sienkiewicza stała zawsze na biurku ojca w gabinecie.

Autor „Trylogii” cenił niezwykle aktorski kunszt Frenkla, i był mu wdzięczny za to, że ten uczynił jedną z pereł swojej recytacji scenę śmierci Podbipięty z „Ogniem i mieczem”.

W styczniu 1928 roku podczas świętowania 50 lecia swojej obecności na scenie, Frenkiel udekorowany został Złotym Krzyżem Zasługi i francuską Legią Honorową. W depeszy gratulacyjnej, sławny później Aleksander Zelwerowicz napisał: Byłeś i zawsze będziesz dla mnie Dostojny Panie, niedościgłym ideałem aktora polskiego.



Flirt z X Muzą


Jest niemal pewne, że gdyby polskie kino rozkwitło na dobre choćby kilka lat wcześniej Frenkiel były dziś tak popularny jak największe tuzy przedwojennego ekranu: Bodo, Dymsza czy Żabczyński. Niewykluczone też, że przyćmiłby ich wszystkich swoim talentem.

Jego filmowy dorobek obejmuje zaledwie 6 ról, z których pięć zagrał jeszcze w okresie kina niemego. Pierwszą i zarazem najbardziej znacząca, była rola Macieja Boryny w pierwszej ekranizacji „Chłopów”. Arcydzieło Reymonta zekranizowano w 1922 roku, za zgoda i przy współudziale pisarza, który uczestniczył w przygotowaniu scenariusza. Liczne skróty i przeróbki oddaliły jednak efekt od początkowych zamierzeń. Za kamera stanął Eugeniusz Modzelewski, którego reżyserki warsztat oceniono dość chłodno. Kreacja Frenkla była jedynym punktem, który wywołał przychylne opinie krytyki.

Jeszcze w tym samym roku Frenkiel zagrał epizod w nieco mrocznym filmie „Tajemnica przystanku tramwajowego”, gdzie główna rolę kreowała Jadwiga Smosarska. Potem były kolejne filmy: „Skrzydlaty zwycięzca”, „Iwonka” w reżyserii Emila Chaberskiego (również ze Smosarską w roli głównej), „Na Sybir” Henryka Szaro – autora pierwszej ekranizacji „Przedwiośnia” i wreszcie „Ułani, Ułani, chłopcy malowani” M. Krawicza, w którym Frenkiel zagrał burmistrza miasta Grajdołek.

Ten film nakręcony został w 1932 roku. Sędziwy aktor był już wtedy od 5 lat na emeryturze. Ciągle jednak sporadycznie występował. Dużo czasu spędzał w Zakopanem. Miał już wówczas poważne problemy ze zdrowiem. W styczniu 1933 roku przeszedł ciężki wylew, po którym nie potrafił już czytać ani pisać. Trudności sprawiało mu także mówienie. Zmarł 19 kwietnia 1935 roku. Pochowano go na Starych Powązkach. Niespełna osiem lat później obok niego spoczął syn Tadeusz, rozstrzelany przez hitlerowców 12 lutego 1943 roku w Stefanówce koło Piaseczna.



Literat


Na koniec trzeba wspomnieć o jeszcze jednym talencie Mieczysława Frenkla. Wielki aktor pisywał nowele i opowiadania. Głównie trafiały one do szuflady. Wstydził się swoich literackich dokonań, choć znawcy twierdzili, że niektóre z nich są znakomite. Ledwie kilka, wbrew sprzeciwom autora wydrukował Artur Oppman, wieloletni przyjaciel Frenkla.

Co ciekawe, miejsce akcji większości swoich opowiadań Frenkiel osadził w rodzinnych stronach, pod Sandomierzem. Często pojawiają się tu swojskie nazwy miast i wiosek. Bartek Capiga, postać z opowiadania „Wichura” pochodzi z Goźlic. W tym samym utworze jest również mowa o Sanktuarium Matki Bożej Sulisławskiej. W opowiadaniu „Ciotka Sabina” występuje motyw Bitwy pod Szczeglicami, a w krótkiej nowelce „Wojtuś” jest mowa o słynnych szewcach z Koprzywnicy.

Rafał Staszewski