Pęchów. Dworek

powrót

Historia pewnej przyjaźni na tle pęchowskiego dworu



Włodarzowi dworku w Pęchowie dedykuję




Motto:

I serce pękło i burza przewyła...
Z wszystkiego, patrzcie co? – krzyż i mogiła.

Juliusz Słowacki, Beniowski /Pieśń II wers 503 – 504/




Biografie bohaterów tej opowieści w początkowej swej fazie wydają się niemal bliźniacze. Ich Ojcowie byli zasymilowanymi Żydami. Przykładni patrioci i społecznicy dla których Polska była Ojczyzną z wyboru. Dla ich synów Ojczyzną był język. Od dzieciństwa pisali wiersze. Obaj spędzili wczesną młodość i okres dojrzewania w targanej rewolucyjnymi spazmami Rosji. Żywioł bolszewicki wydawał im się oczyszczającym świat płomieniem. Gdy wybuchała niepodległość powrócili do kraju. Byli już pełnoletni i zbuntowani. Każdy z nich marzył o karierze poetyckiej i sławie. Kim byli Ci młodzieńcy, których wiersze zdobią dziś niemal każdą antologię poezji polskiej? To herold polskiego futuryzmu i genialny bajkopisarz – Bruno Jasieński i Jan Brzechwa. Ścieżki ich życia po raz pierwszy przecięły się w zapomnianym już dziś dworku w Pęchowie oddalonym od Klimontowa o niecałe dwa kilometry.



Trudne początki i wojskowy mundur


Niewiele brakowało aby gwiazdy Jasieńskiego i Brzechwy nie rozświetlały firmamentu poezji polskiej. Bolesław Leśmian po przeczytaniu wierszy swojego kuzyna zawyrokował, że są nic niewarte. Radził Brzechwie aby czym prędzej wszystkie je wrzucił do pieca i raz na zawsze wybił sobie z głowy marzenia o byciu poetą. Podobna przygoda spotkała Jasieńskiego. Jego utwory redakcja „Skamandra” poddała druzgoczącej krytyce. Na ich miejscu wielu zrezygnowałoby z kariery. Na szczęście dla czytelników obaj młodzieńcy byli pewni swego talentu i nie dali sobie łatwo wytrącić pióra z ręki. Nim jednak opublikowali pierwsze książki przyszło im zdać przyspieszony egzamin z patriotyzmu. Założyli wojskowy mundur. Stanisław Młodożeniec wspominał:

Właśnie jako żołnierza poznałem Brunona Jasieńskiego. Zwracał na siebie uwagę jeszcze bardziej cywilnym od nas wszystkim wyglądem. Długie równo przycięte z tyłu włosy spadały mu na kołnierz żołnierskiego płaszcza. Jego smukła i dość wysoka sylwetka raczej nieporadnie układała się w tym płaszczu, nieco przykusym i niezgrabnie pofałdowanym w uchwycie rzemiennego pasa. Blada pociągła twarz z lekka przymrużone i jakby zrezygnowane oczy, osadzone nad sporym, ładnie przygarbionym nosem - wyraźnie zaznaczały dystans między rubasznym, wojackim tłumem a udelikaconą naturą Brunona Jasieńskiego. 1

Brzechwa również nie posiadał predyspozycji do zrobienia kariery w armii. Jego siostra pisała:

W czasie pełnienia służby wojskowej w Warszawie przydarzały mu się niemiłe przygody. Kiedyś na przykład otrzymał rozkaz odprowadzenia kilku koni do innej jednostki wojskowej. Na Krakowskim Przedmieściu konie rozbiegły się w różne strony i przechodnie pomagali mu je łapać. Kiedy indziej stał na warcie pod Belwederem. Mijały jałowe godziny. Myślami bujał w obłokach, gdy w pobliżu dały się słyszeć kroki. Ocknął się z zadumy i miał zapytać o hasło, ale zapomniał jego brzmienia... 2

I pomyśleć, że Paweł Hulka Laskowski pierwszą część „Przygód dobrego wojaka Szwejka” przełożył na język polski dopiero w 1929 r. Wniosek z tego, że wszelkie podobieństwa bohaterów artykułu do postaci opisanych przez Haska są czysto przypadkowe.



Pasja satyryczna, pieniądze i Jakub Szela


Obaj byli doskonałymi satyrykami. Brzechwa celował przeważnie w tekstach piosenek kabaretowych. Jasieński reprezentował natomiast bardzo rzadki typ tak zwanego „humoru nekrofilnego”. /Dziś jego znakomitym propagatorem jest Maciej Zębaty./ W cyklu wierszy „Cmentarzyk polski” poeta z lubością uśmiercał całe rzesze zasłużonych polityków i pisarzy. Zaiste nieciekawie musiały się czuć ofiary jego „czarnego humoru” gdy całkiem niespodziewanie w gazecie napotykały dedykowane sobie epitafium żałobne. Choć zakrawa to na paradoks to niemal wszyscy pokrzywdzeni cieszyli się później dobrym zdrowiem i o cała lata przeżyli swojego poetyckiego grabarza. Jasieński nie oszczędził nawet Marszałka Piłsudskiego zawiadamiając już w 1924 r. o jego śmierci. Innym polem zainteresowań satyrycznych poety była erotyka. Celowo wyjaskrawiona przybierała często formę bliską pornografii. Żeby nie być gołosłownym przytoczyć tu można fragment niegdyś słynnych a dziś już zupełnie zapomnianych „Pocałunków”:


Za balustradą zębów ustawionych w szereg,
mieszka Twój mały język, zawstydzony kleryk.
A kiedy się przechyla przez poręcz balustrad,
bardziej jestem pieszczotą Twoich słodkich ust rad
Przeskocz, przeskocz odważnie przez mych zębów parkan
wiele pieszczot ukrytych w głębi słodkich warg mam.
Tam, gdzie nam miłość story z pocałunków utka
Czeka na Cię mój język wiotka prostytutka... 3


Wiersze Jasieńskiego szokowały i wyrabiały mu opinie skandalisty i poetyckiego chuligana. Dla odmiany Brzechwa starał się być zawsze politycznie poprawny. Unikając skandali nie unikał pieniędzy. Stał się niebawem etatowym dostarczycielem repertuaru dla wielu warszawskich kabaretów i rewii. Ubóstwo będące zmorą większości literatów z całą pewnością udziałem Brzechwy nie było. Odniósł on stosunkowo szybko godny podziwu sukces komercyjny. Wkrótce się jednak okazało, że „podkasana muza” całkowicie zaspokoiła jego ambicje. Z Jasieńskim było inaczej. Z pisania satyr nie był w stanie się utrzymywać. Nikt nie chciał płacić za jego arcyzłośliwe produkcje. I to w konsekwencji okazało się prawdziwym błogosławieństwem. Nie zachłysnął się sukcesem finansowym i cały czas poszukiwał. Skierował swe zainteresowania ku poezji społecznie zaangażowanej. Szczytowym osiągnięciem Jasieńskiego stało się „Słowo o Jakubie Szeli”. Powiązanie awangardowych rozwiązań formalnych z autentyczną pieśnią ludową przyniosło znakomity efekt artystyczny. Poemat o kontrowersyjnym przywódcy rabacji galicyjskiej zapewnił Jasieńskiemu trwałe miejsce w historii literatury.



Spotkanie


Przenieśmy się teraz do dworku w Pęchowie. Jan Brzechwa z perspektywy ponad czterdziestu lat wspominał:

Późną wiosną 1920 r. uzyskałem w wojsku krótki urlop i wyruszyłem przez Ostrowiec i Klimontów do majątku Pęchów... Tam właśnie odbył się ślub mojego przyjaciela Jarosława Bucholca z wychowanką właścicielki, panną Lechowską, a potem weselny obiad w Pęchowie. Miałem się już wtedy za poetę i wystąpiłem podczas wesela z wierszowanym toastem. Jakież było moje zdziwienie, a nawet konsternacja, gdy na drugim końcu stołu wstał młody przystojny człowiek z lekka rolując literę r również wygłosił poetycki toast ubarwiony dowcipem i błyskotliwymi rymami. Od mojej sąsiadki ślicznej panny Ireny, dowiedziałem się, że to jej brat i że oboje mieszkają w Klimontowie, gdzie ojciec ich jest lekarzem. Szybko nawiązałem kontakt z młodym poetą co w tym wieku nie przychodzi z trudnością. Nazajutrz zjawił się on z zeszytem swoich wierszy, które czytał mi, wyraźnie skandując poszczególne frazy i wybijające rymy. Leżeliśmy na trawie na łące i ta sielska sceneria odbijała się od rytmicznych nowoczesnych zwrotów. – Tytuł tomiku będzie „But w butonierce” – powiedział młodzieniec z Klimontowa, który nazywał się Bruno Jasieński. 4

Warto tu dodać, że dwór w Pęchowie zapisał się również w historii z całkiem innego powodu. 8 września 1929 roku podejmowany był w jego gościnnych salonach sam prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościki.



Przyjaźń


Spotkanie obu pisarzy zaowocowało występami na wspólnych recitalach poetyckich. Jan Brzechwa odnotował:

9 lutego 1921 roku, odbył się w wielkiej Sali Filharmonii pierwszy w Polsce występ publiczny poetów futurystów. Zainteresowanie koncertem przekroczyło najśmielsze nasze oczekiwanie. Sala była wypełniona do ostatniego miejsca, ludzie stali w przejściach…Z estrady rozbrzmiewały utwory gorsze i lepsze, ale przetrwały z nich tylko wiersze Brunona Jasieńskiego. Dziś nikt nie pamięta Odyńca. Twórczość Młodożeńca i Czyżewskiego uległa zapomnieniu, a ja utrzymałem się na powierzchni raczej tylko jako bajkopisarz i mało kto wie o mojej poetyckiej przeszłości. 5

Autor „Akademii Pana Kleksa” stosunkowo szybko przestał być futurystą, ale zawsze Jasieńskiemu gorąco kibicował. Ostatni raz widzieli się w Paryżu wiosną 1929 r. Brzechwa wspominał:

Przesiadywałem z nim do późnej nocy w kawiarniach na Montparnasie. Przez niego poznałem Erenburga, malarzy van Dongena i Fujitę, a także popularną wśród cyganerii paryskiej modelkę Kiki. Opowiadał mi o swoich burzliwych dziejach, a także o pracach literackich. 6

Wkrótce wybuchł skandal związany z powieścią „Palę Paryż”. Bohater Jasieńskiego wykradł z Instytutu Pasteura próbówki z dżumą i zaraził stolice imperialistycznego świata straszliwą chorobą. W apokaliptycznych obrazach pisarz przedstawił upadek miasta – symbolu na zgliszczach którego miał powstać lepszy i sprawiedliwszy świat. Za swoje literackie wizje i zaangażowanie politycznie Jasieński został wydalony z Francji. Poprzez Niemcy udał się do ZSRR. Zmuszony został do zerwania niemal wszystkich kontaktów z krajem. Rozpoczął całkiem nowy etap swojego życia i twórczości. Niedawny jeszcze anarchista stał się zdyscyplinowanym urzędnikiem aparatu państwowego. Za powieść „Człowiek zmienia skórę” powołany został do komitetu centralnego komunistycznej partii Tadżykistanu. Jak wspominał Aleksander Wat powierzono mu tam zaszczytną funkcje honorowego wicepremiera. Bardzo szybko osiągnął szczyt ale przed nim była już tylko przepaść.



Trupa Pana Dropsa


Brzechwa przez całe życie bardzo czule wspominał przyjaźń z autorem „Nóg Izoldy Morgan”. Malowniczo położony Klimontów stał się nawet miejscem akcji jednego z jego najlepszych poematów dla najmłodszych „Trupa Pana Dropsa”. Książka ta ukazała się w 1946 r. ze wspaniałymi lustracjami Jana Marcina Szancera. Wkrótce ten znakomity utwór wzbogacił repertuar „Teatru Ziemi Opolskiej” by stamtąd rozpocząć triumfalny marsz po scenach całego kraju. Przytoczmy jego niewielki fragment:


Towarzystwo się zmachało,
Było głodne, toteż Tomek
Przyniósł trupie garść poziomek,
Mówiąc: „panie i panowie,
Odpoczniemy w Klimontowie,
To nieduże jest miasteczko
Niedaleko stąd, nad rzeczką,
Za to ludzie nie są skąpi –
Trupa nasza tam wystąpi!”
Wstali. Poszli. Z horyzontu
Wyrastają dachy z gontu,
Widać domki to Klimontów. 7



Jak trudno się uczyć na cudzych błędach...


Brzechwa niestety nie wyciągnął należytych wniosków z meandrów biografii swojego przyjaciela. Tragiczny finał życia Jasieńskiego niewiele go nauczył. W latach pięćdziesiątych skierował ostrze swej satyry przeciw wrogom nowego ustroju. Oddał swój talent w służbę partyjnej propagandzie. Przytoczmy tu jego słynny „Głos Ameryki”:


Chwalą się gumą do żucia, chwalą się Coca – Colą
Niektórzy Coca – Colę od wolności wolą,
Niektórzy wolność cieszy, a niektórych złości:
Fast przez kraty spogląda na Posąg Wolności.
Trudno. Truman i trumna - dwa podobne słowa,
Zmieści się między nimi bomba atomowa...


To może być jeszcze śmieszne ale dalej jest już tylko straszne –


Leżą imperialiści na pokładzie yachtów,
Chcą agresji, chcą wojny, zyskownych kontraktów,
A tu Apel Sztokholmski: stek złośliwych szykan!
Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan,
Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi,
Wiedział Hitler, co warci Polacy i Czesi,
Wiedział, jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą... 8


Tego typu wiersze będące w dorobku pisarza jedynie wstydliwym epizodem są coraz częściej odgrzebywane z mroków ludzkiej niepamięci. Dzieję się to zazwyczaj przy okazji wybrania Brzechwy na patrona kolejnej szkoły czy przedszkola. Zawsze znajdą się wtedy tropiciele ludzkich ułomności i wypominają genialnemu bajkopisarzowi propagandowe rymowanki.



Finał


Jan Brzechwa zmarł 2 lipca 1966 r. Pochowany został na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Nie został zapomniany. Jego wiersze znają na pamięć miliony dzieci. Grób zdobią kwiaty, palą się znicze. Brunon Jasieński za błędy młodości zapłacił cenę najwyższą. Został rozstrzelany 17 września 1938 r. Nie posiada nawet grobu. Spoczywa wraz z dziesiątkami tysięcy ofiar terroru stalinowskiego na cmentarzu w Butowie pod Moskwą. Utwory pisarza z Klimontowa przetłumaczone zostały na kilkanaście języków. W zeszłym roku jego sztandarowa powieść „Palę Paryż” w otoczeniu entuzjastycznych recenzji pojawiła się na pólkach francuskich księgarń. Świadek ich spotkania dwór w Pęchowie wciąż trwa na straży pamięci. Ale i on chyli się ku upadkowi. Jeżeli nie zdarzy się cud to już wkrótce zamieni się w ruinę.

Piotr Banasiak


Piotr napisał ten artykuł jeszcze przed rozpoczęciem remontu dworku.


1 U kolebki krakowskiej awangardy, „Orka” nr 34/1958 r.

2 Red. A. Marianowicz, Akademia Pana Brzechwy, Warszawa 1984, s. 24 – 25

3 „Szczutek” 1924, nr 51.

4 J. Brzechwa, Młodzieniec z Klimontowa, „Stolica” 1965, nr 12

5 Tamże

6 Tamże

7 J. Brzechwa, Trupa Pana Dropsa, Warszawa 1989, s. 7

8 A. Roman, Paranoja. Zapis choroby, Warszawa – Paryż 1990, s. 40

Galeria

Pęchów
Dworek w Pęchowie
Pęchów
Dworek w Pęchowie
Pęchów
Dworek w Pęchowie